NIECODZIENNY, OSOBISTY post. BULIMIA? ANOREKSJA?

jak wyszłam z bulimii

NIECODZIENNY, OSOBISTY post.

BULIMIA?

ANOREKSJA?

w takich okolicznościach przyrody biegałam:)

 

Oczywiście dzisiaj miałam pisać o czymś całkiem innym, a dokładnie o Mace (spoko jeszcze o tym napiszę).

Dlaczego zmieniłam temat wpisu?

Kiedy wstałam rano poczułam chęć pobiegania. Dla tych co nie wiedzą, ja nie przepadam za bieganiem, wręcz nienawidziłam od jakiś 6 lat.

Dlaczego od 6 lat?

Bo 6 lata temu zaczęłam zmuszać się do biegania. Biegałam na sił! Nie miałam siły, ale i tak biegałam, żeby spalić kalorie, żeby schudnąć, żeby……….

no właśnie biegałam coraz więcej i więcej,

żeby pokazać sobie, że „co ja nie dam rady? JA muszę dać radę”

żeby pokazać sobie, że się DO CZEGOŚ nadaję,

żeby pokazać sobie, że w czymś jestem dobra,

żeby pokazać sobie, że może nie jestem taka beznadziejana

i milion takich „okropnych” motywacji. O tym czym są „okropne” napiszę następnym razem, bo nie o tym jest ten post.

No więc wstałam rano i kiedy się modliłam, pomyślałam tak: JA MUSZĘ  IŚĆ POBIEGAĆ, ale w znaczeniu

muszę=bardzo chcę

I w sumie jak tak myślę, to od kilku dni miałam taką myśl, że chcę iść pobiegać. Później oczywiście rozum podpowiadał mi, że nie dam rady, że nie lubię biegać, że …

Jednak dzisiaj (nie wiem dlaczego, znaczy wiem BO NIC NIE DZIEJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY) przebrałam się i poszłam pobiegać.

Przebiegłam kawałek, minęłam panią z dzieckiem, na którą się wkurzyłam, że idzie całym chodnikiem, podbiegłam jeszcze kawałek i stanęłam ……

Stanęłam i pomyślałam – Nie. Nie dam rady. Bolą mnie nogi, nie chcę mi się. Wracam. 

Po czym pomyślałam – Kurczę, ta Pani idzie z tym dzieckiem, ja ją minęłam i teraz już wracam. Pomyśli sobie, że nie dałam rady.

I postanowiłam pobiec dalej.

Zanim przejdę do rzeczy, to powiem Ci, że właśnie dziś po długiej przerwie przebiegłam  Z PRZYJEMNOŚCIĄ  – 7 km. i przy tym w ogóle się nie zmęczyłam (no może trochę na koniec i wtedy właśnie powiedziałam sobie – oki wystarczy.)

PO CO TO PISZĘ?????

Piszę to po to, żeby przedstawić Ci dwa ważne problemy. Może, źle się wyraziłam pisząc problemu, ale na tą chwilę nie mam innego określenia na to co chcę Ci powiedzieć.

 

1. 

Pierwsza sprawa jest taka.

Biegnąc i słuchając wykładów na YouTube (właśnie ważne, że na YouTube bo tak bym nie usłyszała tej reklamy). No więc słuchając wykładów w trakcie była reklama, którą normalnie bym przewinęłam, a że biegłam to jej wysłuchałam. I w tej reklamie padły takie słowa:

” Z POCZĄTKAMI BYWA RÓŻNIE, ALE

BEZ POCZĄTKÓW NIE MA NIC.”

No i mnie olśniło!!

Tak, to jest idealny czas na kolejny początek!

Jaki i czego początek?

Początek, tego że chcę Wam pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Początek tego, że chcę i mogę powiedzieć innym z czym się borykałam.

I najważniejsze!

To jest początek, tego że nareszcie tak na 100%  MAM W DUPIE CO POWIEDZĄ INNI!

W sumie jak tak teraz myślę, to jest z dziesięć początków, o których chciałabym Wam napisać.

Jednak dzisiaj skupię się chyba na dwóch. I zrobię to tak ogólnie. Bardziej szczegółowo będzie w kolejnych postach bo to będzie długa historia,

Pierwszy początek, o którym chcę Ci opowiedzieć to początek historii, długiej bo, aż 10 lat..

10 lat tyle czasu byłam chora.

Można podzielić te dziesięć lat na dwa etapy:

anoreksja

i

bulimia.

 

Jaki był początek?

Jako, że z  początkami bywa różnie.

To i u mnie było różnie. To znaczy najpierw anoreksja, dzięki Bogu, krótko bo jakieś 3 lata (z przerwami na 1 miesiąc czy jakoś tak).

A po anoreksji była bulimia. W sumie chora byłam 10 lat. Czyli jak łatwo policzyć chora byłam od 19 roku życia. Bo obecnie mam 29 lat.

I nie piszę tego po to, żeby wzbudzać w kimś litość, bo naprawdę nie to mam na celu.

Na celu mam raczej, to żeby pokazać, że NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH!

10 lat! Wydawało mi się, że ja po prostu umrę na tą chorobę. Hmmm nawet prosiłam o to Boga.

Tak teraz pewnie podniosą się głosy, że taka wierząca a prosi Boga o śmierć.

A ja Ci odpowiem, że TAK. WŁAŚNIE TAK.

Chciałam się po prostu przestać męczyć, a kto mógł mi w tym pomóc poza Bogiem? Nikt. A sama byłam na tyle słaba (na szczęście), że tego nie zrobiłam…. Oj dobra bo znowu ryczę.

O tym innym razem.

No więc po 10 latach:

walki,jak wyjść z bulimii

nienawiści do samej siebie,

bezradności,

płaczu,

strachu,

zerowej samooceny (baa nawet minusowej),

Mogę powiedzieć, że nie ma rzeczy niemożliwych.

I mogłabym teraz gdybać: dlaczego tak długo? dlaczego właśnie ja?

Ale nie robię tego. To już było. Ta lekcja życia się skończyła (na szczęście). Trzeba patrzeć przed siebie i iść do przodu.

To był pierwszy początek, o którym chciałam Wam powiedzieć.

 

Drugi początek to – początek wychodzenia z choroby.

jak wyjść z bulimii

Wychodzenie z choroby trwało około 1,5 rok. Jakoś tak. Początek wychodzenia z choroby liczę od dnia, kiedy postanowiłam, że naprawdę chcę z tym skończyć, że chcę żyć i być zdrowa, chcę żyć normalnie. Żyć normalnie czyli na przykład iść na obiad do restauracji, zjeść i wyjść, iść na spacer. A nie zjeść i iść do kibla i …. przeżywać koszmar, bo to był koszmar.

Ten początek był bardzo ciężki….

Radość, że nie wymiotuję przez jeden dzień, a później płacz (najczęściej już wieczorem), że znowu się nie udał, że jestem beznadziejna, że nie dałam rady, że po co ja w ogóle żyję na tym świecie, i tego typu oskarżanie i dołowanie samej siebie.

I jak wspomniałam wyżej- początki bywają różne tak jak ten mój początek wychodzenia z choroby, ale gdyby nie ten początek, nie byłabym teraz tu gdzie jestem i nie siedziałabym teraz jedząc banana i pisząc posta.

Wiesz dlaczego osoba chora na bulimię nie może jeść i czegoś pisać, albo czytać?

Bo już jedząc myśli o tym co za chwilę musi zrobić. Tak ona to musi zrobić, bo to jest silniejsze od niej (tak podpowiada jej głowa).

Wszystko jest w Twojej głowie.

 

Trzeci początek to – początek życia po chorobie.

jak żyć z bulimią

Początek uczenia się, że nie możesz jeść tak dużo, bo już nie jest tak, że zjesz pół tira, zwymiotujesz i po problemie – nie będzie Ci ciężko i pozbędziesz się kalorii.

To jest baaaardzo, bardzo, bardzo trudne, nauczyć się jeść.  Jak wiemy, zanim do mózgu dotrze informacja, że już starczy, że już się najadłeś mija około 20 minut. I wyobraź sobie ile przez te 20 minut można zjeść. Teraz wyobraź sobie osobę po bulimii, która jadła tony jedzenie (bo przecież to zaraz zwróci), a teraz ma jeść o 100 razy mniej. Kiedy je i nie czuje się najedzona, a głowa podpowiada, że możesz jeszcze trochę zjeść i do tego przyzwyczajenie robi swoje. Ciężko, naprawdę ciężko.

Wiele razy się przejadłam i leżałam myśląc, że chyba nigdy tego nie strawię. Leżałam i myślałam, że nie mogę zwymiotować, bo jeżeli raz to zrobię to koniec! To już po mnie, bo drugi raz chyba nie dam rady z tego wyjść.

Początek życia po chorobie, to także początek odkrywania prawdy o tym w jakim (często krytycznym) stanie jest nasz wyniszczony chorobą organizm. Początek odkrywania strat i ich naprawiania. I nie myślcie, że straty naprawi się w miesiąc, czy nawet pół roku. U mnie minęło około 2,5 roku odkąd jestem zdrowa. Hmm może źle to określiłam. Odkąd nie wymiotuję. Bo zdrowa to jestem może od 1 roku, a tak naprawdę zdrowa (czyli, że jem bez wyrzutów sumienia, ciesze się z tego co jem, nie liczę kalorii, AKCEPTUJĘ SIEBIE, LUBIĘ SIEBIE,) jestem może od pół roku.

Jednak niezależnie od tego jakie są początki to WARTO!

Życie bez tej choroby przerasta Twoje (mówię teraz do chory na bulimię czy anoreksję, czy jakiekolwiek inne uzależnienie) najśmielsze oczekiwanie!!!! Jest pięknie!

 

2.

Natomiast drugi problem jaki chciałam poruszyć związany jest z GŁOWĄ.

WSZYSTKO JEST W NASZEJ GŁOWIE! W S Z Y S T K O !

Wracając do mojego rannego biegu, kiedy to się zatrzymałam i pomyślałam: nie dam rady, nie chcę mi się. 

A za chwilę pomyślałam, kurcze spróbuj jeszcze kawałek, jak naprawdę nie dasz rady, to się przejdziesz i wrócisz do domu. 

I wiesz co?  Spróbowałam, i przebiegłam prawie 7 km.

Wiesz dlaczego tyle przebiegłam?

Po pierwsze przestałam się sama nakręcać, że nie dam rady.

Po drugie cały czas biegłam z myślą, że jeżeli poczuję zmęczenie i już nie będę chciała biec to się zatrzymam, bo aktywność ma mi sprawiać przyjemność, a nie ma być karą.

Po trzecie myślałam, że nawet jeżeli zaraz się zatrzymam to nie zbesztam się z błotem dlatego, że

SZANUJĘ → SIEBIE i KOCHAM → SIEBIE!

Po prostu jeżeli się zatrzymam to wrócę do domu i spróbuję innym razem.

Jednak pamiętaj jeżeli czegoś bardzo chcesz i w to uwierzysz to tak się stanie! Oczywiście, nie chodzi mi o wygraną w lotka (chociaż może i tak też jest, nie niem nigdy o tym nie myślałam), ale chodzi mi o CIEBIE. O Twoje wewnętrzne problemy i uporanie się z nimi.

WSZYSTKO JEST W TWOJEJ GŁOWIE.

Najczęstszy problem jest taki, że my wcale nie chcemy wyzdrowieć bo boimy się zmian, ale bez zmian i związanych z nimi POCZĄTKÓW nie ma nic.

POCZĄTKI ZAWSZE TRUDNE, ale ja wychodzę z założenia, że co łatwo przychodzi to i łatwo odchodzi. Kiedy na coś zapracujesz wtedy bardziej to doceniasz.

 

 

 

3.

 

Wiem miały być dwa problemy. Jednak muszę o tym napisać chociaż dwa słowa.

A mianowicie o tej „pani co szła z synkiem”. Kiedy się zatrzymałam i chciałam przestać biec, pomyślałam o tej pani. I co pomyślałam? Kurcze co ona sobie o mnie pomyśli.

Nie lubię tego w sobie! Walczę z tym! Bo powinna pomyśleć tak: CO MNIE TO OBCHODZI CO O MNIE SOBIE POMYŚLĄ.

I wiesz co dopiero wracając, kiedy usłyszałam reklamę, a w niej te słowa:

 

” Z POCZĄTKAMI BYWA RÓŻNIE, ALE

BEZ POCZĄTKÓW NIE MA NIC.”

 

Pomyślałam, że to jest właśnie początek, żeby napisać o tym, że byłam chora. Bo właśnie od dziś nie interesuje mnie co sobie o mnie inni pomyślą.

„Nie próbuj zaimponować innym, zachowując się tak, jakby twoje wielkie kroki były czymś nieznaczącym. I nie osądzaj, gdy widzisz, jak ktoś waha się i drży ze strachu, zanim zrobi coś, co dla ciebie byłoby proste.”

 

Tyle razy chciałam napisać o BULIMII o MOJEJ BULIMII, ale za każdym razem powstrzymała mnie myśl – CO ONI SOBIE O MNIE POMYŚLĄ.

Ludzie co chcą to pomyślą, ważne, żeby żyć zgodnie ze swoim sumienie i rano nie wstydzić się spojrzeć w lustro.

 

Reszta niebawem.

Bulimia – będzie o tym jak ja z niej wyszłam.

Anoreksja – jak ja z niej wyszłam.

Jak naprawić swoją GŁOWĘ i zmienić myślenie.

 

♥ ♥ ♥

 

TUiTERAZ ♥ ♥ ♥

 

 

 

 

 

 

 

INFORMACJA

Informacje zamieszczane na blogu „10Blogdazdrowie” nie są przeznaczone do diagnozowania czy leczenia jakiejkolwiek choroby oraz nie stanowią fachowej porady medycznej. Wszystkie artykuły, porady tu wrzucane służą wyłącznie do celów informacyjnych, edukacyjnych i czasami (nie zawsze) wyrażania opinii osobistej. Zawsze przed podjęciem decyzji o zastosowaniu naturalnych metod w celu wspomagania terapii należy skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Nie zajmuję się chorobami i leczeniem od tego są lekarze. Ponadto nie biorę odpowiedzialności za osoby, które na własną rękę zastosują któreś metody czy kuracje.

Grunt do zdrowie, zadbaj o nie!

TUiTERAZ

8 Komentarze

  1. Tak trzymaj. Bo jeszcze nie raz będzie pod górkę. Takie jest życie. Nie zrażaj się trudnościami. Jak sama napisałaś, co łatwo przychodzi tego się nie szanuje. Jedna rada aby uniknąć przypadkowego przejedzenia się. Żuć każdy kęs 50 razy. Zwłaszcza jeżeli coś bardzo smakuje. Po pierwsze jest czas żeby nacieszyć się smakiem, po drugie dajesz czas mózgowi, żeby zarejestrował, że już się najadłas a po trzecie a powinno być po pierwsze, dokładnie pogryziony pokarm wchłania się i dzięki temu i cera ładniejsza i zdrowie lepsze. 3-mam kciuki ♥️

    • Tak trzymaj. Bo jeszcze nie raz będzie pod górkę. Takie jest życie. Nie zrażaj się trudnościami. Jak sama napisałaś, co łatwo przychodzi tego się nie szanuje. Jedna rada aby uniknąć przypadkowego przejedzenia się. Żuć każdy kęs 50 razy. Zwłaszcza jeżeli coś bardzo smakuje. Po pierwsze jest czas żeby nacieszyć się smakiem, po drugie dajesz czas mózgowi, żeby zarejestrował, że już się najadłas a po trzecie a powinno być po pierwsze, dokładnie pogryziony pokarm wchłania się i dzięki temu i cera ładniejsza i zdrowie lepsze. 3-mam kciuki ♥️ Aha, mam 65 , jestem zdrowa, czuję się młodo.Wzrost 168cm, waga 55kg, ta sama od matury. Anoreksja w wieku lat 15-19 przy wadze początkowej 59kg i najniższej 38kg. ♥️

      • Dziękuję:)
        Pewnie, że będą trudności, zawsze są 🙂 ale trzeba nauczyć się z nimi żyć i być ponad nimi. Wybrać sposób dla siebie najlepszy, bo każdy jest inny i na każdego działa co innego. A co do jedzenia, zgadza się po chorobie trzeba NAUCZYĆ SIĘ JEŚĆ od nowa 🙂 U mnie najniższa waga była 36 kg., a najwyższa przy wychodzeniu 57,5 kg. przy wzroście 164 cm.
        Fajnie, że napisałaś , dziękuję 🙂
        P.S. >>>> TOBIE TEŻ GRATULUJĘ 🙂

    • Dziękuję 🙂 Każdy z nas ma „tyle siły i motywacji” tylko musi ją w sobie znaleźć i zebrać do kupy, wtedy nie ma rzeczy niemożliwych 🙂
      Ale co tu ukrywać było baaaaaaardzo ciężko i łatwo się o tym mówi po, chociaż nawet mówić o tym nie jest tak łatwo.
      Ściskam i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*